.
Po I Should Coco Supergrass znaleźli się w sytuacji dość niewygodnej. Mieli sukces, rozpoznawalność i publiczność pewną, że już ich zna. Sami muzycy najwyraźniej nie chcieli jednak zostać własnym obrazkiem. Alright dało im wszystko, ale zaczęło również ustawiać oczekiwania. Świat zobaczył młodość, rowery, uśmiechy i trzy minuty lekkości. Supergrass coraz wyraźniej chcieli pokazać coś mniej oczywistego.
Kiedy sukces zaczyna przeszkadzać
In It for the Money z 1997 roku odpowiada najmocniej. Zespół wrócił do Sawmills i pracował z Johnem Cornfieldem (producent). Studio nie służyło już tylko zachowaniu koncertowej energii. Tym razem stało się pełnoprawnym narzędziem budowania napięcia. Piosenki zrobiły się cięższe, a przestrzeń wyraźnie większa. Energia debiutu dostała coś, czego wcześniej prawie nie potrzebowała. Dostała opór, który bardzo dobrze zrobił całemu zespołowi.
Richard III wchodzi riffem pozbawionym nastoletniej lekkości debiutu. Gitara jest cięższa, perkusja bardziej zdecydowana, wokal bardziej drażliwy. Gaz Coombes (wokal, gitara) nie brzmi już niewinnie. Nadal potrafi prowadzić melodię prosto do refrenu. Nie potrzebuje jednak udawać, że wszystko jest świetnie.
Sun Hits the Sky pokazuje jeszcze ciekawszą przemianę zespołu. To nadal piosenka natychmiastowa, przebojowa i bardzo melodyjna. Pod powierzchnią dzieje się jednak znacznie więcej niż wcześniej. Rytm napędza utwór, ale aranżacja ciągle otwiera nowe drzwi. Supergrass zaczynają rozumieć, że przebój może mieć labirynt.
Late in the Day przynosi natomiast melancholię Coombesa pełnym głosem. Na debiucie podobne odcienie pojawiały się raczej przypadkiem. Tutaj smutek przestaje być dodatkiem do energii. Staje się jednym z podstawowych kolorów całej muzyki.
To chyba właśnie wtedy Supergrass osiągnęli najlepszą równowagę. Nadal byli szybcy, lecz nie musieli ciągle biec. Nadal byli chwytliwi, lecz przestali polegać wyłącznie na wdzięku. In It for the Money brzmi jak dorastanie bez utraty refleksu.
Supergrass. Kiedy możliwości robią się zbyt szerokie
Dwa lata później pojawił się album zatytułowany po prostu Supergrass. Okładka z rentgenowskimi głowami sugerowała pewien rodzaj prześwietlenia zespołu. W środku muzyka zrobiła się bardziej kolorowa i mniej jednoznaczna. Zespół potrafił już niemal wszystko, co miało swoje konsekwencje.
Moving pokazuje ich dojrzałość lepiej niż większość singli. Spokojny początek nagle otwiera się w znajomy rozpęd. Dwa różne oblicza zespołu mieszczą się tutaj bez konfliktu. Właśnie wtedy Supergrass brzmią najbardziej naturalnie i najbardziej świadomie.
Pumping on Your Stereo wykonuje natomiast ruch niemal odwrotny. Piosenka celebruje rockandrollową prostotę z szerokim uśmiechem. Jest trochę głupia, ale robi to bardzo świadomie. Melodia natychmiast usprawiedliwia cały ten kontrolowany wygłup.
Problem pojawia się pomiędzy najmocniejszymi momentami tej płyty. Supergrass potrafią już prawie wszystko, więc próbują zbyt wiele. Pojawiają się bogatsze harmonie, dziwniejsze gitary i dodatkowe klawisze. Teksty robią się cięższe, a aranżacje coraz bardziej rozbudowane. Technicznie trudno mieć do tego większe zastrzeżenia. Emocjonalnie album bywa jednak mniej skupiony niż poprzednik.
To ciekawy etap każdego zespołu z dużym talentem. Ograniczenia przestają przeszkadzać, więc zaczynają pomagać coraz mniej. Supergrass znaleźli się właśnie w takim miejscu. Mogli skręcić prawie wszędzie, więc nie zawsze wybierali najlepiej.
Life on Other Planets. Powrót do ruchu
Life on Other Planets z 2002 roku zmienia perspektywę. Rob Coombes (instrumenty klawiszowe), wieloletni współpracownik i brat Gaze’a, został pełnoprawnym członkiem zespołu. Produkcję powierzono Tony’emu Hofferowi (producent), który pomógł przywrócić muzyce bezpośredniość. Supergrass ponownie skracają dystans pomiędzy pomysłem a refrenem.
Słychać również silniejszą fascynację rockiem lat siedemdziesiątych. Nie chodzi jednak o muzealne odtwarzanie starych płyt. Zespół po prostu ponownie czerpie przyjemność z ruchu. Muzyka nabiera lekkości, ale nie wraca do niewinności.
Grace należy do najbardziej naturalnych późniejszych singli grupy. Melodia nie potrzebuje komplikacji, żeby natychmiast działać. Rush Hour Soul ponownie uruchamia perkusyjny napęd Danny’ego Goffeya (perkusja). Brecon Beacons wpuszcza natomiast więcej dziwności i psychodelicznego niepokoju. Run przypomina, że melancholia już nigdzie nie zniknęła.
Nie jestem jednak pewien, czy album odzyskuje dawną świeżość. To byłoby chyba niemożliwe po tylu wspólnych latach. Zamiast świeżości pojawia się znajomość własnego języka. Czasami pomaga, bo zespół wie dokładnie, co działa. Czasami przeszkadza, bo odruch zaczyna zastępować odkrycie.
Supergrass potrafili już napisać piosenkę brzmiącą wyłącznie jak Supergrass. Nie zawsze oznaczało to jednak, że powinni ją nagrywać.
Cztery płyty i koniec obowiązku
Te trzy albumy tworzą znacznie ciekawszą historię niż chronologia. In It for the Money pokazuje zespół, który naprawdę dojrzewa. Supergrass pokazuje zespół zachłyśnięty własnymi możliwościami. Life on Other Planets próbuje ponownie odzyskać prostotę i ruch.
Najważniejsze jest jednak to, czego już nie robią. Nie próbują zostać ponownie chłopakami z teledysku Alright. Coraz słabiej interesuje ich własny mit z 1995 roku. Właśnie dlatego druga płyta pozostaje tutaj najważniejszym punktem.
Na In It for the Money Supergrass przestali się uśmiechać. Nie stali się przez to ponurym zespołem rockowym. Zaczęli tylko rozumieć, że lekkość potrzebuje przeciwnego ciężaru. Bez niego nawet najlepszy refren szybko staje się reklamą siebie.
Po czterech albumach nie musieli już niczego udowadniać britpopowi. Nie byli zespołem jednego singla ani jednego dobrego lata. Mieli własny język, nawet jeśli czasem z nim walczyli. Następnym krokiem mogło więc być coś znacznie ryzykowniejszego.
Mogli przestać ścigać własną młodość.
Do tego potrzebowali tylko wyjechać z Anglii.
WordPress excerpt: In It for the Money było momentem, kiedy Supergrass przestali być wyłącznie chłopakami z Alright. Trzy kolejne płyty pokazują dojrzewanie, rozproszenie i próbę odzyskania muzycznej prostoty.
Meta description: In It for the Money, Supergrass i Life on Other Planets jako historia dojrzewania zespołu, który próbował uciec od własnego Alright.
Tagi: Supergrass, In It for the Money, Life on Other Planets, Gaz Coombes, Danny Goffey, Mick Quinn, Rob Coombes, Richard III, Sun Hits the Sky, Moving, Grace, John Cornfield, Tony Hoffer, britpop, rock brytyjski
Kategorie: Supergrass, Albumy, Britpop, Rock alternatywny, Muzyka brytyjska













Commenti
0