Mitchologia stosowana · 01
Najpierw pomyślałem, że to prymitywny żart studenta pierwszego roku politechniki. Taki pseudonim wyświetlił mi się w polecanych na YouTubie. Kliknąłem. Sądząc po tym, kto czyta moje teksty, tytuł stanowi kolejny sukces mojej strategii rozwoju. Pozdrawiam mamę, tatę i znajomych rodziców. Dalej będzie Wodecki.
Włączyłem Radio Tekla vol. 10, zacząłem oglądać i przeczytałem opis. Jego bohater jest podobno mylony z Maciem Morettim [muzykiem, współtwórcą Mitch & Mitch]. Nie występuje w Mitch & Mitch, nie zajmuje się projektowaniem okładek. Moretti został zanegowany tak starannie, że upewniłem się, że to właśnie on. Człowieka można rozpoznać również po sposobie, w jaki się do niego nie przyznają.
Szukałem innych nagrań pod tym pseudonimem w serwisach streamingowych. Niczego więcej nie znalazłem pochodzącego od Macia Morettiego pod tym osobliwym pseudonimem artystycznym. Na razie mam więc ten jeden set i opis, który z każdym zaprzeczeniem coraz więcej mówi o swoim bohaterze.
Mitchów znałem już od dawna. Grupa muzykujących inteligentów, którzy uwielbiają trochę ponaigrywać się publicznie na scenie. Mają umiejętności i najwyraźniej nie czują obowiązku demonstrowania ich z miną komisji egzaminacyjnej. To akurat bardzo mi odpowiada.
Za nazwą stoją przede wszystkim Macio Moretti, czyli Maciej Moruś, i Bartek Tyciński. Zespół powstał w 2002 roku i wyrósł z warszawskiego środowiska niezależnego, związanego z Lado ABC. Przez jego składy przewijali się między innymi Hubert Zemler, Miłosz Pękala, Małgorzata Sarbak i Magdalena Gajdzica. To muzycy poruszający się między jazzem, klasyką i rozrywką. Więcej o składach i historii Mitchów. Sami na Bandcampie przedstawiają się jako dziewięcioosobowy duet. Już przy liczeniu członków zespół wymaga więc od słuchacza pewnej elastyczności.
Na początek zostawiam „Tramp of the North” z debiutanckiego „Luv Yer Country” i „12 Catchy Tunes (We Wish We Had Composed)”. Na drugiej płycie własne kompozycje podawali jako utwory fikcyjnych twórców. Ten zwyczaj warto zapamiętać przed ponowną lekturą opisu Radia Tekla. Kolejne tropy zostawię na następne odcinki. Już samo ustalanie, kto tu właściwie gra, wymaga chwili uwagi.
Kiedyś podczas przekopywania YouTube’a trafiłem na ich wspólne nagranie ze Zbigniewem Wodeckim [wokalistą, kompozytorem i multiinstrumentalistą]. Nie pamiętam już, co wpisałem ani przez ile filmów przeszedłem. W swoim archiwum mam za to post z 15 lipca 2024 roku. Już wtedy podsuwałem ten występ dalej. W takich poszukiwaniach często zapominam drogę, ale pamiętam, po co chciałem kogoś na nią wysłać.
Na nagraniu „Mitch & Mitch vs Zbig @ PR3” jest klawiszowy pojedynek w utworze Frankkus’s Dilemma. Opis przedstawia uczestnika jako faceta z publiczności. Facet nazywa się Wodecki. Lubię takie momenty: dobrze znane nazwisko zaczyna nagle prowadzić w mniej oczywistą stronę.
Chętnie zobaczyłbym w tym filmie moment, w którym poznali się po raz pierwszy. Przypadkowe wyjście z widowni, wspólna improwizacja, początek przyjaźni. Miałbym gotową scenę do artykułu. Niestety, fakty nie mają obowiązku dbać o wygodę piszącego.
Potwierdzony jest wspólny koncert w lutym 2008 roku, w Studiu im. Agnieszki Osieckiej. Już materiał Polskiego Radia z sierpnia tamtego roku opisuje improwizację, a potem Posłuchaj mnie spokojnie i Panny mego dziadka. Kamil Bałuk [reporter, współautor książki Wodecki. Tak mi wyszło] opowiadał później o wcześniejszym zaproszeniu Wodeckiego i jego zgodzie. Zaproszenie na scenę było więc uzgodnione. Dokładnego momentu ich pierwszego osobistego spotkania nie udało się ustalić. Polskie Radio, 2008, rozmowa z Kamilem Bałukiem
Wcześniej była fascynacja debiutancką płytą Wodeckiego z 1976 roku. Jacek Hawryluk [dziennikarz muzyczny] przypominał o Tomku Koncy, który grywał te nagrania na warszawskich imprezach. Moretti i Bartek Tyciński chcieli wykonać z Wodeckim jego piosenki. Zanim stanęli razem na scenie, ktoś słuchał, wybierał utwory i puszczał je kolejnym ludziom. Trójka
Z tej fascynacji wyrósł później „1976: A Space Odyssey”, wydany w 2015 roku. To wspólny album koncertowy Zbigniewa Wodeckiego oraz Mitch & Mitch Orchestra and Choir, zarejestrowany 30 kwietnia 2014 roku w Studiu im. Witolda Lutosławskiego. Powrót do debiutu z 1976 roku, z jego autorem przy mikrofonie i rozbudowanym zespołem. Od lutowego występu w Trójce minęło sześć lat. Lubię ten odstęp: przypomina, ile rzeczy znika, gdy całą historię próbuje się zmieścić w efektownej anegdocie.
Tę część znam od własnej strony. Nazwisko prowadzi do zespołu, zespół do innych projektów jego muzyków. Potem zaglądam do starych nagrań koncertowych. Bywa, że jedno znalezisko wystarcza, żeby zabrać się za całą dyskografię. Bywa też, że kończę z filmem, który koniecznie muszę komuś pokazać. Obszerna lista zainteresowań, umiarkowana zdolność zamykania kart.
Muzykę długo robiłem również sam, przede wszystkim jako producent amator. Większą część życia prześpiewałem w chórach. Najpierw uczyłem się gry na pianinie, później chodziłem do szkoły muzycznej na gitarę klasyczną. Rodzina zawsze była rozśpiewana, więc chór stanowił naturalny dodatek do tego, co znałem z domu.
Po wypadku na chwilę obecną nie jestem gotowy do śpiewania i grania tak, jak bym chciał. Tym bardziej przekopuję wszelkie YouTuby. Robiłem to wcześniej, teraz robię jeszcze intensywniej. Chcę szukać, słuchać i dzielić się tym, co znajdę. Jeśli już wciągnę się w jakieś nagranie, istnieje spore ryzyko, że będziecie musieli o nim przeczytać.
Wodecki wspominał, że początkowo nie wiedział, czy Mitchowie sobie z niego żartują. Później mówił, że przypomnieli mu przyjemność zabawy muzyką. Przy opisie dziesiątego odcinka Radia Tekla wróciłem do tej historii. Ten rodzaj humoru znam już całkiem dobrze, a mimo to wystarczył pseudonim, żebym znów nabrał podejrzeń. Wodecki w rozmowie z Agnieszką Szydłowską
Tak zaczyna się „Mitchologia stosowana”. W kolejnych odcinkach wrócę do kowbojów z Warszawy, fikcyjnych kompozytorów i płyt, które wyciągnęły mnie z jednego nagrania w kilka stron naraz. Potem przyjdzie czas na Wodeckiego, Kubina, Krutogolova, Kassina i Morricone. Miałem Wam pokazać set. Najwyraźniej będę miał o czym pisać przez dłuższą chwilę.
Set zostawiam tutaj, a nagranie z Wodeckim tutaj. Opis nadal zaprzecza, że za pierwszym z nich stoi Moretti. Doceniam konsekwencję.












Commenti
0