Mitchologia stosowana · 02
Professor Pumpernickel & The Pastiches. Zatrzymajmy się na chwilę przy tej nazwie. Szukałem informacji o drugiej płycie Mitch & Mitch, a Google przedstawiło mi profesora i jego dorobek. Obok stali The Shitty Split-Ends oraz Dicky Nickels & The Chinchillas. Dwanaście utworów, dwanaście przypisań. Wszystko uporządkowane. Można było od razu zabrać się do pisania.
To byłoby bardzo wygodne. Zwłaszcza że żaden z podanych utworów nie znajdował się na tej płycie.
Wygenerowana przez AI odpowiedź pasowała jednak do tematu podejrzanie dobrze. Wiedziałem już, że Mitchowie otoczyli album historiami zmyślonych twórców. Dostałem więc nazwiska odpowiednio niedorzeczne, żeby przestały budzić zdziwienie. Przy innym zespole szynszyle mogłyby uruchomić alarm. Tutaj wyglądały jak personel pomocniczy.
Na oficjalnym Bandcampie zespołu sprawa przedstawia się inaczej. „12 Catchy Tunes We Wish We Had Composed” otwiera „Mambo ’63”, dalej są „She’s Mine” i „Frankkus’s Dilemma”. Profesor nie figuruje w spisie. Sztuczna inteligencja dopisała Mitchom album, którego nie nagrali, przy okazji objaśniania albumu, którego autorstwa podobno sobie nie przypisywali. Zaczynam rozumieć, dlaczego ten cykl potrzebuje numeracji.
Prawdziwa płyta ukazała się w 2006 roku. Jej tytuł można przełożyć jako dwanaście chwytliwych melodii, które chcielibyśmy skomponować. W tej deklaracji mieści się już cały numer: własne utwory przedstawiono jako repertuar zapomnianych mistrzów. Słuchacz dostawał muzykę razem z cudzą, specjalnie na tę okazję wymyśloną przeszłością.
Arkiun Tekkelaki, Jürgen Hans Maier, Antek Sobol. Te postaci pojawiają się już w recenzji We Are From Poland z listopada 2007 roku. Autor opisuje fikcyjne biografie oraz aluzje poukrywane w nazwiskach. To ślad z czasu znacznie bliższego premierze, zanim do zespołowego żartu dołączyła wyszukiwarka ze swoją twórczością własną.
Grę podchwytywali również dziennikarze. Culture.pl przypomina recenzję Jarka Szubrychta [dziennikarza muzycznego], który deklarował znajomość dorobku wymyślonych idoli Mitchów. Wyobrażam sobie czytelnika, który trafia na takie nazwisko i odruchowo myśli, że powinien je znać. Bardzo znajome uczucie przy przekopywaniu muzyki. Zawsze gdzieś czeka człowiek z siedemnastoma płytami, o którym dowiaduję się dopiero teraz. Tym razem trzeba jeszcze ustalić, czy człowiek w ogóle istniał.
Za tymi biografiami stały jednak nagrania. I tu robi się ciekawiej niż przy samym rozszyfrowywaniu nazwisk.
Recenzent We Are From Poland zwracał uwagę na marimbę w otwierającym płytę mambo, westernowe skojarzenia kolejnych kompozycji i archaiczną elektronikę „Karateporno”. „Moving Far” opisywał przez skojarzenie z wielką festiwalową balladą. W kilku utworach zmieniały się więc dekoracje, instrumenty i konwencje. Jego zachwyt dotyczył również wykonania oraz produkcji, dzięki którym ta zmienność miała brzmieć wiarygodnie. Recenzja WAFP.
Jako producent amator właśnie przy tym zatrzymuję się najdłużej. Nazwisko można dopisać w kilka sekund. Z nagraniem jest więcej roboty. Trzeba zdecydować, czym zagrać melodię, co zostawić pod spodem, gdzie wpuścić kolejny instrument. Zmyślony mistrz nie przyjdzie poprawić aranżacji. Cała odpowiedzialność zostaje przy ludziach w studiu, choć na papierze chwilowo przedstawiają się jako wykonawcy cudzych pomysłów.
Culture.pl opisuje ten etap jako odejście od dominacji country ku popowi, easy listening i muzyce ilustracyjnej. To dobry trop do słuchania: sprawdzać, jak kolejne utwory podsuwają wyobrażenie filmu, estrady czy starego nagrania. Przy okazji można sobie darować poszukiwanie pierwszego tłoczenia profesora. Sam profesor też sobie darował.
Jeden tytuł mamy już zresztą oswojony. „Frankkus’s Dilemma” prowadzi z powrotem do nagrania Mitch & Mitch z Wodeckim w Trójce, od którego odbiliśmy w pierwszym odcinku. Przy klawiszach spotykają się konkretni muzycy. Nazwiska można poprzestawiać, opis można napisać przewrotnie, ale ktoś musi usiąść i zagrać.
Przekopuję internet właśnie dla takich przejść. Film prowadzi do utworu, utwór do płyty, a opis płyty wysyła mnie po kompozytora. Tym razem wróciłem z profesorem, którego nie zamawiałem. Nie mogę narzekać na brak materiału. Mogę jedynie dopilnować, żebyście dostali właściwy album.
Tutaj jest cała płyta. Dwanaście utworów. Szynszyle nie brały udziału w nagraniu tej tracklisty.












Reacties
0