Gitara zatacza spokojne kręgi, rytm utrzymuje łagodny puls. W Dying In Reverse Cage the Elephant układają miękką, psychodeliczną przestrzeń wokół słów, od których powinno zabraknąć powietrza. Matt Shultz śpiewa o podcinanych skrzydłach i uszkodzonym spadochronie. Muzyka niesie tę opowieść z osobliwą delikatnością. Jakby ktoś opisywał katastrofę, siedząc obok nas na kanapie, z dłońmi schowanymi między kolanami. Właśnie ta bliskość pozwala przemknąć pod skórę obrazom, przed którymi odruchowo odwrócilibyśmy wzrok.
Tytuł można rozumieć jako umieranie na odwrót. Shultz wiąże utwór z nowym początkiem, rodzajem odrodzenia. To podpowiedź, która zmienia kierunek całej piosenki. Wszystkie te oznaki rozpadu nagle zaczynają przypominać życie wracające do opuszczonego pomieszczenia. Znowu zapala się światło. Widać rzeczy, których po ciemku udawało się nie zauważać. Bałagan jest ten sam, tylko teraz trzeba jakoś przez niego przejść. When The Horn Blows
Najbardziej zatrzymuje mnie spadochron. Już rozerwany, a jednak wciąż przywiązany do ciała. Taki przedmiot długo zachowuje autorytet ratunku. Ma odpowiedni kształt, znajomą nazwę, kiedyś można było mu zaufać. Człowiek trzyma więc linki i czeka, aż materiał ponownie złapie powietrze. W tej scenie mieści się zdumiewająco dużo codzienności. Przyzwyczajenie potrafi wyglądać bardzo rozsądnie, zwłaszcza kiedy alternatywa nie ma jeszcze żadnego kształtu.
Gest odcięcia pozostaje przez to niepokojący. Łatwo zobaczyć w nim wyzwolenie, trudniej wytrzymać sekundę zaraz potem. Bohater piosenki nadal znajduje się w powietrzu. Niczego jeszcze nie wygrał. Puścił coś, czego trzymanie zajmowało mu obie ręce. Czy spada szybciej? Czy dopiero teraz może spróbować zmienić pozycję? Dying In Reverse zostawia mnie właśnie tutaj, w odległości kilku uderzeń serca od decyzji, której skutków jeszcze nie znam.
Słowa wracające w refrenie można wówczas odczytać jak próbę nazwania nieznanego stanu. Ciało podpowiada katastrofę: miękną kolana, po plecach przechodzą dreszcze. A jednak tytuł uparcie odwraca strzałkę. Być może te same objawy towarzyszą chwili, kiedy po długim odrętwieniu zaczynamy ponownie czuć. Pierwszy kontakt ze światem bywa zbyt intensywny. Nawet zwykłe światło razi w oczy.
Podoba mi się, że w tych obrazach zostaje również pociąg do tego, co raniło. Otwarte oczy nie odbierają katastrofie jej smaku. Rozpoznanie szkody może przecież przyjść wcześniej niż utrata apetytu. Ten szczegół psuje wygodną opowieść o jednym przełomie, po którym wszystko układa się samo. Zostawia człowieka z wiedzą, której nie potrafi jeszcze zamienić w odruch. Można już rozumieć i nadal odwracać głowę w niewłaściwą stronę.
Delikatność tej piosenki nabiera przy takim odczytaniu dodatkowego sensu. Gwałtowne obrazy mogą wybrzmieć bez widowiska. Myśl wraca więc do jego dłoni. Przed chwilą zaciskały się na linkach. Teraz są puste, trochę niezręczne. Trzeba będzie dopiero znaleźć dla nich zajęcie. Cage the Elephant mieszczą w tym zawieszeniu coś bardzo ludzkiego: ulgę, z którą przez pierwszą chwilę kompletnie nie wiadomo, co zrobić.












Komentarze
0